środa, 4 maja 2011

Dzwony, męskim okiem - czy może uchem

Recenzja zasłyszana od męskiej połowy:
 Opis nieco sytuacyjny:

Dzień pierwszy:
Specjalne zostawiłam książkę przy łóżku nie namawiając do niczego.
Dzień drugi:
Dzwony mnie wciągnęły - jak by ze zdziwieniem padło w drodze do pracy.
Dzień kolejny, środa:
-A może damy tacie do przeczytania - skończysz do piątku?
- Zostało mi tylko30 stron, tak mnie wciągnęło, (znaczy przeczytam całość dziś):) 
Sobota - pogaduszki samochodowe:
-Co ci się podobało?
-Język, że są docinki, teksty o piciu wina w bibliotece, małe złośliwości o osobach nie odróżniających płci po dźwiękach sikania:)
-Pięknie opowiedziana historia o muzyce?
-o muzyce też.
- Fajna książka.
- Tak.
Opis z pamięci dni ostatnich.

Książka została połknięta w dwa dni, głownie w pociągu podczas drogi z pracy. Znaczy ciekawa była.:))))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz